Wpisy
Nie rozumiem, dlaczego ludzie nazywają dni, w czasie których są na urlopie wypoczynkowym "długim weekendem". Chociaż ok, niech sobie nazywają, jak chcą, ale dlaczego od razu wszystkich wokół pytają o plany na "długi weekend"? Naprawdę spodziewają się, że cały świat ma urlop wtedy, kiedy oni?
Zabiurkowany Świat pozdrawia z samego środka pracowego szaleństwa.
Pół roku temu wprowadził się współpokojowicz. Od początku stopowałam jego zapędy do przemeblowywania pokoju, anektowania kolejnych fragmentów przestrzeni, tłumacząc i powtarzając, że przyjdzie tu pracować nowy obywatel, więc to nie ma sensu.
Dziś wjechało krzesło dla nowego obywatela. Współpokojowicz:
- A to ktoś będzie z nami pracował?
Nic nie widzę, nic nie słyszę, nic nie mówię. W wersji zabiurkowanej: nie wiem, nie widziałem, nie dostałem.
90% zdań wypowiadanych przez współpokojowicza znajduje się na poniższej liście i idealnie wpisuje się w zasadę Trzech Zabiurkowanych Małpek. W tym wypadku - wszystko w ramach tylko jednego współpokojowicza:
A. Początek konwersacji z dowolnym obywatelem Zabiurkowanego:
- Pismo? Nieee... Nie mam, na pewno nie dostałem, nie widziałem.
- Poprawki? A to ja miałem zrobić? Nie wiedziałem. Mnie na pewno wtedy nie było.
- Dokumenty? Nie znalazłem, nie mam na pewno, nic o tym nie wiem.
- Ja? Nie, ja tego nie robiłem, w ogóle nie znam sprawy.
B. Koniec tychże konwersacji:
- O, jednak mam.
- A tak, jest mail z poleceniem takim, rzeczywiście.
- Rzeczywiście, znalazłem, nie wiem, jak mogłem przegapić.
- A nie, to jednak ja robiłem, zapomniałem.
Przed 3 tygodniami jeden z zabiurkowanych światów wystosował obszerne pismo do Zabiurkowanego Świata, Zabiurkowanego Świata II i paru jeszcze innych zabiurkowanych.
Teraz (po 3 tygodniach leżenia w zapomnieniu!) pismo dotarło do mnie. Z poleceniem, by napisać pismo do Zabiurkowanego II, w którym nakazujemy stosowanie się do pisma pierwszego. I załączyć pierwsze pismo. Zwróciłam uwagę, że to pierwsze pismo przecież zostało wysłane także do Zabiurkowanego II, zastosowali się do niego juz jakiś czas temu (na co przedstawiłam nawet dowody), więc może nie ma już sensu im tego nakazywać, pisać pism, zużywać papier niepotrzebnie? Ale nie - Góra chce, by pismo powstało, więc mam napisać. Zaniemówiłam z wrażenia.
Byłam przekonana, że osoba co najmniej z maturą potrafi czytać ze zrozumieniem. Okazuje się, że niekoniecznie.
Co wybiera obywatelka Zabiurkowanego, by ukryć na stronie zdjęcie? Dla ułatwienia - może kliknąć jeden z dwóch guzików: UKRYJ albo USUŃ.
Obywatelka klika USUŃ, wywalając w kosmos cały dzień mojej pracy.
Świat Zewnętrzno-Zabiurkowany (ZZ) ogłosił ważną rzecz. Zapomniał jednak o tym poinformować tych, którzy o tej rzeczy powinni wiedzieć.
Świat Zabiurkowany dowiedział się przez przypadek. Okazało się, że nic nie wiedział też Świat Zabiurkowany II, teoretycznie bliższy ZZ.
Telefon do ZZ z prośbą o szczegóły dotyczące ważnej rzeczy zaoowocował opublikowaniem na stronie internetowej ZZ stosownej informacji.
Zawsze wydawało mi się, że ZZ, jako źródło ważnej rzeczy, powinien być żywo zainteresowany, by wieść ta rozniosła się jak świat długi i szeroki...
Trzeci dzień pracuję nad notatką dla Góry. Wydawało mi się, że to ot, taki mały, prosty raporcik po zakończeniu jednej ze spraw. Teraz mam wrażenie, że pracuję nad czymś, co jest wagi co najmniej państwowej. Każda kolejna wersja notatki jest kreślona i oddawana z milionem uwag. Oczywiście można by było wszystkie uwagi nanieść na pierwszej wersji, ale przecież to by było zbyt proste, nie byłoby nieprzerwanego krążenia zielonej teczuszki między pokojami. Na tę chwilę ostateczną wersję Boss skomentował:
jednemu podoba się coś tam, coś tam a innemu coś innego
Siła konkretu.
Przyszedł na spotkanie Gość. Wbiegając do Zabiurkowanego, zorientował się, że nie ma przy sobie żadnych dokumentów. Gość podszedł do Pana Ochroniarza, przedstawił się, poinformował, jaki kawałek Świata Zewnętrznego reprezentuje (całkiem znany i poważny kawałek ów jest). Pan Ochroniarz spojrzał na listę Zapowiedzianych Gości:
- Zgadza się, mam tu na liście. Dokument poproszę.
- ...nie mam...
- To nie mogę wpuścić.
- Ale przecież jestem na liście, czekają na mnie, Góra na mnie czeka, spotkanie mamy!
- Świetnie. Dokument poproszę.
Gość zadzwonił po ratunek do mnie. Przybiegłam uzbrojona w uśmiech numer 158:
- Potwierdzam tożsamość, pochodzenie i cel przybycia Gościa. Mogę zabrać go na górę?
- Nie. Gość nie ma dokumentu.
- Ale ja znam, potwierdzam, jest na liście, a Góra czeka!
- Proszę dzwonić pod numer 5136 i pytać, ja nie mogę. Regulamin.
Dzwonię, tłumaczę, pytam, proszę. W odpowiedzi słyszę:
- Ale Gość jest z firmy jakiejś?
- Tak! Poważnej, dużej, wiarygodnej, znanej. Na spotkanie do Góry.
- Aaaa... z firmy... No to tym gorzej. Z firmy MUSIMY legitymować.
Pożałowałam w tym momencie swojej prawdomówności. Trzeba było powiedzieć, że Gość jest potomkiem mojej ciotecznej babki ze strony wuja Stefana, szwagra cioci Irenki. I nie byłoby problemu. A tak okazało się, że żądny zemsty były mąż obywatelki Zabiurkowanego mógłby bez przeszkód wejść z wiązką dynamitu za pazuchą, ale poważny biznesmen, który chciałby przeznaczyć pół swojego majątku i rękę najstarszej córki dla dobra wszystkich Zabiurkowanych Światów, ale zgubił portfel z dokumentami w drodze na biznesowe spotkanie z Najwyższą Górą, przegrałby w przedbiegach walkę z bramkami.
Mówi się, że pierwszą czynnością wykonywaną rano w zabiurkowanych światach jest parzenie herbaty.
Herbata na pewno jest ważnym elementem również w Zabiurkowanym. Również w moim pokoju. W końcu odkryłam, dlaczego to ja wciąż biegam po wodę do czajnika elektrycznego (a jakże! obowiązkowy element wyposażenia każdego szanującego się pokoju). Jakoś zawsze, jak chcę zrobić herbatę, czajnik jest pusty. A przecież przy poprzedniej przyniosłam pełny! Mój współpokojowicz okazał się sprytniejszy ode mnie - jak tylko ja przyniosę wodę, zrobię swoją herbatę, on robi sobie - od razu w DWÓCH kubkach. A myślałam, że ma ich na wyposażeniu pięć, żeby każdy mieć na inny dzień tygodnia. Teraz podejrzewam, że po prostu nie wytoczył jeszcze całej broni...
Kolejny przykład na to, że Zabiurkowany Świat różni się od tego, który jest na zewnątrz.
W normalnym świecie o zajętości publicznej toalety świadczy najczęściej czerwone pole pod klamką. Obywatele Zabiurkowanego nie wierzą czerwonemu. Szarpią za klamkę, pukają do drzwi oznaczonych czerwoną kropką. Bo może drzwi tylko udają, że są zamknięte?